przewidywalna.:
6 września jadę do rodziców. Nie wiem czy jest to dobry pomysł, ale dziadek jest coraz bardziej chory i wszyscy straszą, że nie dożyje świąt...
Mam zamiar zostać tylko parę dni. Po godzinie pewnie pokłócę się z matką* i nie wiem jak mam mieszkać z ojcem, który nie odzywa się do mnie już ho ho czasu. Myślałam, że skoro mam imieniny to może zadzwoni, niestety. Zadzwoniła nawet ciocia z dzieciakami a byłam pewna, że ona nie ma mojego numeru. Nawet Młody wysilił się na smsa, szkoda, że ojcu zabrakło chęci tudzież odwagi.
I nie wyobrażam sobie codziennie mijać go w mieszkaniu, siedzieć razem przy obiedzie i co? Nie odzywać się? Patrzeć w ścianę? Zapowiada się fun stulecia.
Najgorsze jest to, że K. nie może ze mną jechać, bo nie ma urlopu. Bez niego będzie mi ciężko to wszystko znieść i pierdolnę z tęsknoty.
Będę non stop chodzić wkurwiona.
* ona myśli, że będę z nią siedzieć, gadać o kosmetykach i biegać na zakupy. No way. Pojadę na cmentarz, do dzieciaków i większość czasu będę siedzieć z dziadkiem. Wkurwi się, ale cóż, takie są moje piorytety.
-
freudunia:
-
People get drugs. People fall in love ♥:
-
Santa Evita:
Pokaż wszystkie (6) ›